Żar ogrzewa Miami – tylko po co?

Share on facebook
Share on twitter

Miało być tankowanie po jak najwyższy wybór w drafcie, miało być cierpliwe czekanie na rozwój młodych zawodników. Tymczasem jest dziewięć zwycięstw z rzędu i Pat Riley ma twardy orzech do zgryzienia: co zrobić z obecną drużyną?

Hassan Whiteside (fot. Wikipedia)

Niezwykła kolekcja zegarków dla fanów NBA >>

Pożegnanie Dwyane’a Wade’a było jasnym sygnałem, że Miami Heat czeka przebudowa. Dwa lata temu odszedł LeBron James, problemy zdrowotne uniemożliwiły granie Chrisowi Boshowi, a teraz z zespołu zniknął ostatni członek wielkiej trójki, która czterokrotnie doprowadziła Heat do finałów NBA i dwukrotnie je wygrała.

I ta przebudowa się zaczęła – Riley, znany ze swojego nosa do wyszukiwania zawodników niekoniecznie znanych i docenianych, ale za to bardzo przydatnych, szybko znalazł kandydata na gwiazdę. Hassan Whiteside grywał w NBDL, a wcześniej nawet w drugiej lidze chińskiej, ale Miami wziął szturmem. W ostatnie wakacje podpisał z Heat nowy kontrakt, który zapewni mu wielkie pieniądze, a zespołowi bardzo dobrego centra na lata.

A przecież to nie wszystko – w Miami są jeszcze Justise Winslow (w tym sezonie już nie zagra z powodu kontuzji, ale uważany jest za największy przechwyt draftu 2015), a także przydatni Josh Richardson, Tyler Johnson, Dion Waiters, Wayne Ellington czy James Johnson. Odpadki z innych zespołów, które – jak pokazują ostatnie tygodnie – stać na dobra grę.

Komfort trenera, a komfort klubu

Riley ma jeszcze jedną perełkę. Skarb, który sam znalazł – to Erik Spoelstra, który powinien być wymieniany w gronie najlepszych szkoleniowców NBA. I w sumie się dziwię czemu nie jest.

To przecież szkoleniowiec, który okiełznał wielką trójkę i potrafił ją do maksimum wykorzystać. To on wymyślał coraz to nowsze taktyki obronne, stosował pułapki, które pozwalały Heat rozkręcać najszybszy kontratak ligi przez cztery sezony. To też on sugerował się zagrywkami z ligi NFL, żeby udoskonalić swój atak.

Ale to też on teraz jest człowiekiem, który stoi na drodze Heat do wysokiego numeru w drafcie.

Te dziewięć zwycięstw z rzędu to oczywiście świetny wynik. Heat udało się w trakcie tej serii pokonać Houston Rockets, Golden State Warriors, Milwaukee Bucks i Atlanta Hawks, a bilans 20-30 daje realne perspektywy walki o play-off. Ale czy te zwycięstwa z perspektywy całej organizacji są potrzebne?

Heat przy słabym wyniku w tym sezonie mogli marzyć o bardzo wysokim wyborze w drafcie. Co prawda te wysokie wybory nie zawsze Rileyowi służyły, co udowodnił przypadek Michaela Beasleya wziętego z nr. 2, gdy dostępni byli jeszcze Russell Westbrook, Kevin Love, Brook Lopez, Serge Ibaka czy DeAndre Jordan, Dragic, ale oczywiście komfort wybierania z np. numerem 4 jest zawsze większy niż z numerem 12.

Tymczasem im więcej zwycięstw, tym mniejsze szanse na ten komfort.

Za wcześnie na sukcesy

W lecie, ze względu na wzrost puli wynagrodzeń, Heat będą bardzo mocni na rynku wolnych graczy. Oczywiście kluczem do wygospodarowania dużego miejsca na nowe pensje, jest ugoda z Chrisem Boshem i przekonanie go, żeby zakończył karierę. To pozwoli Rileyowi rozłożyć kontrakt zawodnika na kilka lat, a jednocześnie zwiększyć miejsce na nowe umowy.

Na przyszły sezon pewni swoich kontraktów są Goran Dragić, Hassan Whiteside, Wayne Ellington, Tyler Johnson, Justise Winslow, Josh Richardson i Rodney McGruder. Opcje do wykorzystania mają Josh McRoberts (6 mln dol), Dion Waiters (3 mln) i Willie Reed (1,1 mln). Pewniakiem do wzięcia opcji wydaje się tylko McRoberts, bo Waiters ma bardzo dobry moment w sezonie i dzisiaj pewnie chciałby zrezygnować z opcji i znaleźć wyższy kontrakt. Jedyną niewiadomą pozostaje Reed.

Łącznie w kontraktach, nawet z Boshem, Heat mają niespełna 93 mln dol. na przyszły sezon. Bez Bosha robi się miejsce na wielki kontrakt, a kilku graczy z górnej półki będzie dostępnych. A Heat potrzebują właśnie gwiazdy – mają dobrego trenera, solidny skład, ale to za mało, by myśleć o tytule. Bez gwiazd mistrzostw się nie wygrywa. W ostatnich 30 latach udało się to tylko Detroit Pistons.

Nie wierzę, żeby Stephen Curry czy Kevin Durant byli do ruszenia, ale w przypadku kolejnego niepowodzenia być może Chris Paul będzie chciał zamienić LA na inne, bardziej przyjazne zwyciężaniu środowisko?

Jeśli taki transfer się nie uda, to Heat mogliby wymienić swój wysoki wybór w drafcie za kogoś dobrego. Tylko znów wraca pytanie – czy rzeczywiście będzie on wysoki? Zwyciężanie jest dobre samo w sobie, ale paradoksalnie w Miami jest na to za wcześnie, proces przebudowy miał potrwać nieco dłużej.

Tylko jak to powiedzieć rozpędzonej drużynie?

Piotr Zarychta, Twitter

PLK, Euroliga, NBA – typuj wyniki i zgarniaj kasę >>

POLECANE

Po ostatniej fali zwolnień, odejść i zawieszeń w składzie BM Slam Stali zostało 5 graczy na poziomie ekstraklasy. Już jutro, w sobotę, ostrowianie zagrają w Dąbrowie Górniczej. Debiut Łukasza Majewskiego w roli trenera zapowiada się więc dość egzotycznie.