Zastal, Stal, srebro – malowany debiut Nobilesu

Zastal, Stal, srebro – malowany debiut Nobilesu

Share on facebook
Share on twitter

Włocławek do elity wszedł wyważając drzwi razem z futryną. Zwyciężył na inaugurację, pięknie podnosił się w play-off, do srebra prowadzili go Igor Griszczuk z Romanem Olszewskim.

Igor Griszczuk (fot. „Basket”)

Bilety na Superpuchar Polski we Włocławku – już w sprzedaży! >>

Był wrzesień 1992 roku – w Polsce premierem była Hanna Suchocka, czekaliśmy na premierę naszych „Psów” i amerykańskiego „Bodyguard” z Whitney Houston oraz Kevinem Costnerem, na inaugurację eliminacji MŚ w USA nasi piłkarze pokonali 1:0 Turcję po golu Tomasza Wałdocha.

Michael Jordan miał tylko jeden pierścień, trenerem reprezentacji Polski był Arkadiusz Koniecki, Maciej Zieliński dopiero zaczynał studia w Providence. A Nobiles Włocławek debiutował w ekstraklasie – od 1992 roku jest jedynym klubem, który występuje w niej nieprzerwanie, w trakcie 25 lat zdobył 11 medali.

Szum był wielki, a Ziemblicki spokojny

Wspomnienia z ekstraklasowego debiutu, z meczu z Zastalem Zielona Góra, który rozegrano w hali OSiR, się jednak zatarły. Pozostały strzępy, przynajmniej u głównych bohaterów.

Kilka godzin przed meczem hala pękała w szwach. Doping był od początku do końca – mówi Roman Olszewski, który na inaugurację zdobył dla Nobilesu aż 36 punktów i poprowadził włocławian do wygranej 100:94.

W końcówce były emocje, a Zastal jak to Zastal – był drużyną bez gwiazd, ale z grupą rzemieślników, z którymi zawsze trudno się grało – dodaje „Oszi”, więcej z pamięci nie wydobywa.

W tamtym sezonie było tyle wielkich meczów, play-off był tak dramatyczny, że początek gdzieś na umknął – przyznaje Grzegorz Skiba, ówczesny rozgrywający Nobilesu.

W I lidze debiutował w tamtym meczu Nobiles, debiutowałem i ja – mówi Grzegorz Ziemblicki, były już międzynarodowy sędzia. – Uderzyła mnie ta hala, siedząca blisko, taka ofensywna publiczność. Rzucono mnie na głęboką wodę, wśród sędziów mówiło się wtedy, że to we Włocławku jest najtrudniejsza hala w Polsce.

Ale, dla kontrastu, pamiętam też Szczepana Waczyńskiego – doświadczonego, komunikatywnego, przyjaznego trenera Nobilesu. Nie zjadł mnie, młodego sędziego, dał spokojnie prowadzić mecz. Podbudował mnie – dodaje Ziemblicki.

Byłem na tym meczu, na pewno byłem! – ożywia się Andrzej Person, senator z Włocławka. Ale opowieść szybko gaśnie: – Z tego sezonu pamiętam ćwierćfinał play-off z Bobrami. Z Zastalem… Szum był wielki, ale uczciwie powiem, szczegółów nie sobie nie przypominam.

Alley oop z prawego skrzydełka

25 września 1992 roku Nobiles podejmował Zastal, prowadzony przez Grzegorza Fiedorowicza ósmy zespół poprzedniego sezonu. Bilet na mecz kosztował 40 tys. starych złotych, z ulgowy trzeba było zapłacić 25 tys. Ceny karnetów? 600 i 400 tys.

Po dwóch minutach było 7:0 dla nas – zerka w notatki Artur Gąsiorowski, wielki fan i kronikarz włocławskiego basketu, który właśnie wydaje trzecią książkę o Nobilesie czy też Anwilu. – Pierwsze punkty? Ja twierdzę, że rzucił je Igor, natomiast kiedyś z nim rozmawiałem i on mówił, że to był chyba Żenia Pustogwar. Igor rzucał, a Żenia dobijał. Chyba, pewności nie mam.

Wydawało się, że Nobiles wygrał ten mecz łatwo, jak to beniaminek, przynajmniej takie były przewidywania. Ale Zastal postawił się i to bardzo mocno – wspomina Wiesław Zych, który kilka tygodni wcześniej prowadził finał Dream Teamu z Chorwacją w Barcelonie, a teraz razem z Ziemblickim gwizdał w ciasnej hali przy ul. Chopina.

Zastal wyrównał – w 17. minucie zrobiło się 37:37, a do przerwy goście prowadzili 48:45. Ale w drugiej połowie Nobiles wyszedł na prowadzenie dużo pozytywnego zamieszania w ataku robili Griszczuk z Maciejem Marciniakiem, w obronie pokazywał się Olszewski.

Trzy trójki trafił Pustogwar, ale trzy dla Zastalu rzucił też Gvidonas Markevicius – zdobył 37 punktów, trzymał przeciwników w grze – wspomina Gąsiorowski. – Rozstrzygająca była ostatnia minuta – po koszach Olszewskiego i Pustogwara było 98:94, a w ostatniej akcji, po stracie Zastalu, setne punkty zdobył Igor. Ale była euforia!

Nie spodziewałem się, że zagram tak dobrze, inauguracja to zawsze nerwy. My je opanowaliśmy w większym stopniu, a chłopacy mi zaufali – opowiada Olszewski. – Jak graliśmy? Nie pamiętam… Ale mieliśmy taką akcję dogadaną z Grzesiem czy Igorem – ja starałem się biec prawym skrzydełkiem, wyprzedzić obrońców, oni rzucali mi piłkę na alley oopa i ja wsadzałem. Z Zastalem pewnie też nam się udało – mówi ówczesny lider Nobilesu.

Tak, Romek to lubił. Ale raz tak się podjarał taką akcję, że po wsadzie wskoczył na barierki i zaczął cieszyć się z publicznością. A rywale szybciutko wyprowadzili atak i rzucili nam łatwe punkty – śmieje się Skiba.

Nobiles – od 1897, od 1992

Włocławski klub po awansie do ekstraklasy zmienił się zasadniczo. Po pierwsze – Provide Andrzeja Dulniaka, który wymyślił klub dwa lata wcześniej, stwierdziło, że nie udźwignie finansowania zespołu w I lidze. W sukurs ruszył Nobiles, którego dyrektorem był wówczas Ryszard Badura. Jeszcze jesienią powołano WTK, czyli istniejące przez ponad 20 lat Włocławskie Towarzystwo Koszykówki.

Ja koszykówką się nie interesowałem, na barażowy mecz o awans do I ligi z Górnikiem poszedłem przypadkiem. I mnie porwało! Zaangażowanie, serce, walka zrobiły wrażenie – wspomina teraz Badura.

Podobnie jak determinacja koszykarzy. Po wycofaniu się Dulniaka wokół zespołu zrobiło się nerwowo. – Prezes się z nami spotkał i zakomunikował, że nie jest w stanie utrzymać klubu, daje nam rękę w szukaniu klubu – wspomina Wojciech Kobielski, włocławianin, który przymierzał się do ostatniego sezonu w karierze.

Pamiętam, że usiedliśmy w domu u Wawrzyńca Królikowskiego i zastanawialiśmy się, do kogo pójść, gdzie uderzyć. Igor pojechał do Mińska, wisiał na telefonie, pytał, co dalej. A my zapraszaliśmy na spotkania prezesów różnych firm – opowiada późniejszy trener.

Tak było, zawodnicy poprosili mnie o spotkanie. W siedzibie Włocławskiego Towarzystwa Wioślarskiego przy ul. Piwnej. Wchodzę, a tam chyba Griszczuk, Pustogwar, Wiśniewski i inni, nosy zwieszone na kwintę. Nie wiadomo było, czy będą pieniądze na I ligę, ale zaczęliśmy rozmawiać o koszykówce, o budżecie. Chodziło chyba o 300 mln starych złotych – dodaje Badura.

Kujawska Fabryka Farb i Lakierów zmieniała właśnie nazwę na Nobiles – wcale nie nową, taka spółka we Włocławku pojawiła się już w 1897 roku. – Chcieliśmy się z tą nazwą przebić, ale decyzja o sponsoringu nie była prosta, bo to wciąż było przedsiębiorstwo państwowe. Ale przedstawiłem propozycję wsparcia koszykarzy, a samorząd ją klepnął – mówi Badura.

Było kilka warunków, a jeden z nich – klub ma dostać halę za darmo. Wtedy pomógł nam przewodniczący rady miasta, nieżyjący już Stefan Lewandowski. Dostaliśmy tę halę – dodaje Kobielski.

Niezły bigos od Waczyńskiego

Zmieniła się nazwa, zmieniła się też drużyna – dokonano kolejnych wzmocnień: z Astorii Bydgoszcz przyszli Olszewski, Skiba i Wojciech Puścion. Pierwszy, efektownie grający, 26-letni skrzydłowy, rzucał w Astorii po 22,1 punktu, dwaj kolejni – rozgrywający Skiba i środkowy Puścion – byli dobrymi uzupełnieniami zespołu, w którym byli już dwaj świetni Białorusini – Griszczuk i Pustogwar.

Nobiles wciąż prowadził Waczyński, który objął zespół w końcówce poprzednich rozgrywek – tuż po tym, jak Mirosław Noculak wyjechał do USA. – Trener Waczyński był dla nas takim tatą. Umiał mocno skarcić, ale tak po ojcowsku. A przede wszystkim – tworzył atmosferę. W czasie świąt przywoził nawet swój własny bigos do posmakowania, dbał o to, byśmy się dobrze czuli. Byliśmy ukształtowani koszykarsko, on potrafił nas scalić – wspomina Skiba.

Nobiles zaczął sezon dobrze, wręcz bardzo dobrze! Wygrał aż 6 z pierwszych 7 spotkań – m.in. ze Śląskiem Wrocław (89:85 u siebie), Stalą Bobrek Bytom (85:77 na wyjeździe) czy Lechem Poznań (99:84 u siebie). Byli to odpowiednio pierwszy, trzeci i czwarty zespół poprzedniego sezonu, a Nobiles, dzięki wygranym, zajmował pierwsze miejsce w tabeli.

Ten pierwszy mecz z Zastalem dał nam moc. Uwierzyliśmy, że mimo słabych przygotowań – bo one były słabe ze względu na nieład organizacyjny – możemy coś osiągnąć. Z każdym meczem docieraliśmy się, zaczynaliśmy wierzyć w siebie. W tej pierwszej fazie wyniki były bardzo ważne – mówi Kobielski.

Z dużej chmury siódme miejsce

Jak grał pierwszy srebrny zespół z Włocławka? Na jedynce rywalizowali ze sobą 25-letni Skiba ze starszym o siedem lat Mirosławem Wiśniewskim (też przyszedł z Astorii, ale rok wcześniej) – pierwszy lepiej bronił, drugi lepiej podawał. Rzucającym i liderem zespołu był Griszczuk, który notował wtedy 23,7 punktu na mecz. Zmieniał go Kobielski, 34-letni wówczas weteran.

Na skrzydłach była moc, bo wymiennie mogli grać na nich Olszewski (średnio 25,7 punktu) z także skutecznym Pustogwarem (10,0). Środkowym był Puścion, pod kosztem sporo dobrej roboty wykonywał pochodzący z Trójmiasta, doświadczony Michał Marciniak.

Skład uzupełniali Roman Bruździński, Wawrzyniec Królikowski, Andrzej Czerwiński i Andrzej Korejwo.

Trener Waczyński wymagał od nas koszykówki spontanicznej, czasami „puszczał grę”, nie wtrącał się. W swoich odprawach często przypominał mistrzowski Górnik Wałbrzych, który miał jedną zagrywkę. Znali ją wszyscy, cała liga, ale mądrzy gracze wiedzieli, jak rozgryzać obronę. U nas było podobnie – Olszewski, Griszczuk, Skiba czy Pustogwar wiedzieli, co robić z piłką – opowiada Kobielski.

Po świetnym początku przyszedł jednak kryzys – kontuzje Olszewskiego, ale też Puściona i Wiśniewskiego, miały wpływ na serię pięciu porażek z rzędu. Ostatecznie Nobiles z bilansem 12-10 zajął siódme miejsce po pierwszym etapie rozgrywek, a w grupie 7-12 spokojnie je utrzymał.

Do play-off beniaminek przystępował z bilansem 19-13, w pełnym zdrowiu i bez żadnego strachu.




Remontada!

To właśnie pierwsza seria play-off, a nie debiut w ekstraklasie, pamiętany jest we Włocławku lepiej.

Siódmy Nobiles trafił na drugą w tabeli Stal Bobrek, której liderem był młody Mariusz Bacik, ale trzon stanowili też doświadczeni Dariusz Szczubiał, Piotr Pawlak, Henryk Wardach i Mariusz Sobacki. Po dwóch meczach w Bytomiu było 2-0 dla faworyta: Stal wygrała 88:84 i 93:80.

Ale to był dopiero początek, a nie koniec emocji.

We Włocławku Nobiles szybko nawiązał walkę w serii, mecz nr 3 wygrał 109:91. Gospodarze przeważali od początku do końca, aż sześciu graczy zdobyło 10 lub więcej punktów. Olszewski rzucił 25, Griszczuk dodał 24, a Pustogwar 14.

O wiele bardziej zacięte było czwarte spotkanie – Nobiles po 20 minutach prowadził 39:28, jak zwykle skuteczni byli Griszczuk z Olszewskim, ale 5 sekund przed końcem gospodarze wygrywali tylko 69:68. Piłkę miała Stal…

Nie pamiętam tej akcji, nie przypomnę już sobie, co zepsuliśmy. Wiem natomiast, że w tamtym sezonie huta od pół roku nie płaciła zawodnikom pieniędzy, w play-off niektórzy w trzy dni stracili formę i przestali grać w koszykówkę – wspomina trener Stali Bobrek Tomasz Służałek.

Anwil zwycięstwo utrzymał, wyrównał na 2-2.

Na mecz nr 5 klub zorganizował wyjazd kibiców. Ja byłem jednym z nich, wsiadłem do jednego z pięciu autokarów. Pech chciał, że akurat ten, którym jechałem, rozkraczył się gdzieś za Częstochową – mówi obecny prezes klubu Arkadiusz Lewandowski. – Do hali w Bytomiu dotarliśmy spóźnieni, ale pamiętam, że jak weszliśmy, to słychać było tylko nas, kibiców z Włocławka.

Nic dziwnego, Nobiles grał dobrze. Do przerwy prowadził 39:38, a w 36. minucie goście wyszli na prowadzenie 77:67. W końcówce włocławianie trafiali wolne po taktycznych faulach, zwyciężyli 90:83. Beniaminek w niesamowity sposób odwrócił serię z 0-2 na 3-2, wygrywając ostatni mecz na wyjeździe! Liderem punktowym w decydującym spotkaniu był Griszczuk, który zdobył 28 „oczek”.

Igor Griszczuk z początku lat 90. (fot. YouTube)

Początek legendy Igora

Półfinał z Aspro Wrocław (Adam Wójcik, Dominik Tomczyk, Aleksander Gusjew, Adam Gołąb czy Jerzy Binkowski), wicemistrzem z 1992 roku, zaczął się podobnie – od wygranej 115:103 przez rywali Nobilesu. Ale w drugim meczu we Wrocławiu górą byli już goście – zwyciężyli 94:86, a kluczową trójkę na 85:83 w 38. minucie trafił Skiba.

Nasza hala we Włocławku zawsze była wypełniona do ostatniego miejsca, ale w trakcie półfinałów kolejki po bilety ustawiały się podobno w nocy. Nie nad ranem, ale o 2 czy 3 w nocy! – wspomina Olszewski, który – jak zwykle wspólnie z Griszczukiem – poprowadził zespół do wygranej 95:92 w meczu nr 3. „Oszi” rzucił 25 punktów, niesamowity Igor – aż 39.

Ale to nie był koniec walki, ten sezon w ogóle był niewyobrażalnie emocjonujący! W czwartym spotkaniu Nobiles, jakby sparaliżowany bliskością finału, przegrał u siebie wyraźnie. Do przerwy było 22:36, a w całym meczu 56:72.

Nobiles czekał kolejny mecz nr 5, kolejne wyjazdowe spotkanie.

Wszystko wskazywało na to, że Aspro nie popełnił błędu Stali Bobrek i je wygra. Po 20 minutach gospodarze prowadzili 42:36, a po przerwie mieli nawet 12 punktów przewagi. Ale od 35. minuty koszykarze trenera Jacka Kalinowskiego zaczęli zwalniać grę, chcieli po prostu doklepać ten mecz do końca. Pewnie widzieli się już w kolejnym derbowym finale ze Śląskiem.

Ale pamiętacie, co przyciągnęło do basketu Nobiles, co rozpaliło pasję u Ryszarda Badury? Zaangażowanie, serce, walka! Innymi słowy – Igor Griszczuk. To także w tamtym sezonie, w tamtych meczach, wykuwał się już jego włocławski pomnik. Białorusin w końcówce meczu nr 5 zagrał doskonale, 5 sekund przed końcem to on trafił dwa wolne pieczętując wygraną 72:69. Rzucił 31 punktów.

I Włocławek zapewnił sobie srebro. Dokładnie rok i 13 dni po awansie do I ligi, Nobiles miał medal mistrzostw Polski. Pierwszy z wielu, pewnie nie ostatni.

PS Finał ze Ślaskiem? To był rywal z innej planety. Zryw 18:0 w pierwszej połowie meczu nr 1 ustawił serię. Wrocławianie wygrali ją 3-0 (121:73, 92:84 i 101:65, w ostatnim spotkaniu nie wystąpił kontuzjowany Griszczuk). Ale to był dopiero początek wielkiej rywalizacji.

Łukasz Cegliński

25 sezonów, 239 graczy Nobilesu i Anwilu – wybierz swoją drużynę 25-lecia! >>

POLECANE

tagi

NBA

Mnóstwo zmian, znani gracze i debiutanci, kluby ze zmienionym obliczem. Aktualizowane codziennie informacje o oficjalnych kontraktach w koszykarskiej ekstraklasie – niezbędnik kibica PLK w tym nietypowym sezonie ogórkowym.

Zapisz się do newslettera

Bądź na bieżąco z wynikami i newsami
Poprzedni sezon dla Energa Kotwicy Kołobrzeg nie był udany – „Czarodzieje z Wydm” zajęli ostatecznie 14., ostatnie miejsce w 1. lidze. W nadchodzących rozgrywkach zespół nie zamierza znów pałętać się na dole tabeli, a pomóc mają w tym solidne transfery.
8 / 07 / 2020 10:53
Trwa tworzeniu planu na stworzenie ligi 3×3 już w czerwcu – w porannym programie w Polsat Sport zdradził prezes PZKosz, Radosław Piesiewicz. Przy braku sportu na żywo taka inicjatywa wydaje się być racjonalna i może przynieść wiele korzyści.
1 / 05 / 2020 11:53
Coraz więcej sygnałów mówi o tym, że igrzyska olimpijskie Tokio 2020 zostaną przełożone w związku z panującą epidemią koronawirusa. Nie będzie więc raczej turnieju reprezentacji Polski 5×5 w Kownie oraz eliminacji zespołu 3×3. Realny staje się scenariusz, że najbliższe mecze koszykówki zobaczymy dopiero jesienią.
23 / 03 / 2020 12:34