„Zieloni Kanonierzy” – setki rzutów Edwarda Jurkiewicza

„Zieloni Kanonierzy” – setki rzutów Edwarda Jurkiewicza

Share on facebook
Share on twitter

– Stawiałem go w bramce i strzelałem nogą, żeby uczył się łapać piłkę. Nie miał pewnego chwytu, nie umiał podawać – tak wspominał treningi wybitnego strzelca jego klubowy kolega z Legii Włodzimierz Trams.

(fot. Tomasz Prażmowski)
(fot. Tomasz Prażmowski)

Po rekordowym meczu Klaya Thompsona zastanawialiśmy się, który z koszykarzy PLK mógłby ustanowić taki lub podobny wynik punktowy. Przypomnieliśmy też rekordy z polskiej ekstraklasy – 90 punktów Mieczysława Młynarskiego czy 84 punkty Edwarda Jurkiewicza.

Znakomity strzelec z Pruszcza Gdańskiego swój rekord ustanowił w 1970 roku w meczu Wybrzeża Gdańsk z Baildonem Katowice, ale zanim trafił do drużyny z Trójmiasta, wcześniej reprezentował Legię, z którą w 1969 roku zdobył swoje pierwsze mistrzostwo Polski. Potem ten sukces jeszcze cztery razy powtórzył z Wybrzeżem.

W książce „Zieloni Kanonierzy” o koszykarskiej Legii, poświęcony jest mu cały rozdział.

Oto jego fragment:

„Największe ręce ligi” – tak tygodnik „Sportowiec” zatytułował poświęconą mu rozkładówkę, a redaktor Łukasz Jedlewski przedstawiał koszykarza: „Pierwszą rzeczą, która rzuca się w oczy są ręce. Ciężkie, olbrzymie jak dwa bochny. Doświadcza się dziwnego uczucia, kiedy przy powitaniu palce niemal obejmują twój łokieć. Trudno także nazwać przeciętnymi ramiona. Wyciągnięte, sięgają wyżej niż któregokolwiek z kolegów górujących wzrostem nad ich posiadaczem. Oto dwie cechy szczególne, dość istotne dla charakterystyki młodego człowieka uprawiającego koszykówkę”.

Inne to świadomość własnej wartości. Debiutant w ligowym towarzystwie od początku poczynał sobie jak rutyniarz. Trema? – to nie jego przypadek. Odporność psychiczna niewątpliwie umożliwiła mu ten szybki awans.

Na boisku potrafił spożytkować te naturalne predyspozycje, imponował skutecznością i skocznością. Królował pod tablicami, wykorzystując wspaniały wyskok, dobijając niecelne rzuty partnerów i przyciskając do deski piłkę po atakach rywali.

Jeśli do dziś uważa się go za jeden z najwybitniejszych talentów rzutowych w historii polskiej koszykówki, to jednak nie dzięki niewątpliwym darom niebios, ale przed wszystkim ciężkiej, przekraczającej wszelkie normy pracy. Tak jak zaczynał na przydomowym podwórku i łąkach w Pruszczu Gdańskim, tak kontynuował ją w Legii.

– Trenowałem z nim w dzień i w nocy – opowiada Trams, kolega z zespołu i reprezentacji. – Oddawał ze mną po 500-600 rzutów. Stawiałem go w bramce i strzelałem nogą, żeby uczył się łapać piłkę. Nie miał pewnego chwytu, nie umiał podawać. Nie pozwalałem mu dryblować, mówiłem: „masz piłkę – rzucaj, szukaj pozycji. Rób krok do tyłu, krok do przodu, dwa zwody i atakuj kosz. To są twoje atuty. Nie bierz się za kozłowanie, bo będziesz tracił piłkę. To ja będę ci ją wykładał”. Potem się dobrze ze mną zgrał, Dwójkowe zagrania cały czas ćwiczyliśmy, na treningach i poza nimi. Byliśmy w wojsku, więc codziennie rano można było przychodzić na salę przy 29 listopada. Jak mieliśmy służbę, to pilnowaliśmy hali, więc wieczorem zapalaliśmy światło i rzucaliśmy do pierwszej, drugiej w nocy. Potem spaliśmy na materacach. Gdy rano przychodziła służba porządkowa, wychodziliśmy.

Latem z drugim treningowym partnerem Tomaszem Tybinkowskim, Jurkiewicz  chodził codziennie na korty koło ośrodka Legii, gdzie wykonywał co najmniej 300 celnych rzutów. Potrafili też rozgrywać we dwójkę wielogodzinne mecze przeciwko piątce bokserów czy nawet siódemce piłkarzy.

Każdy z kolegów z drużyny zapamiętał jego nadzwyczajną pracowitość.

– Przyszedł do Legii jako przeciętny, prawie nieznany zawodnik. Mieszkał w baraku przy pływalni, gdzie kwaterowano wszystkich sportowców odbywających służbę zasadniczą – opowiada Stanisław Olejniczak. – Grał dość kolektywnie. Jeszcze nie był gwiazdą – potulny, spokojny i niezwykle pracowity. To że miał talent – to jedno, ale był przy tym tytanem pracy. Potrafił przyjść na salę i trenować w nieskończoność. Początkowo nie rzucał się w oczy, ale rozwinął się błyskawicznie. Z meczu na mecz grał coraz lepiej. Bardzo szybko stał się zawodnikiem pierwszej piątki. Nic dziwnego, że chcieli go w klubie zatrzymać.

– Dla mnie to był wielki koszykarz – wspominał inny reprezentant kraju Janusz Wichowski, który spotkał się z Jurkiewiczem w swoim ostatnim sezonie w Legii. Tytan pracy przede wszystkim, o wspaniałych warunkach fizycznych. Miał dłonie chyba dwa razy większe od normalnego śmiertelnika. Pracuś niesamowity, na sali mógł spać, byle tylko rzucać, rzucać… Nigdy mu się nie znudziło. Mógłby trenować 25 godzin na dobę, gdyby doba tyle miała.

Może było też w tym trochę przesady, bo myślę, że nie można się oddać swojemu hobby tak, by nie patrzeć trochę na świat. Tak czy inaczej, to był fenomen, jeśli chodzi o zdolności rzutowe.

zieloni_kanonierzy_okladka„Zieloni Kanonierzy”

Marek Cegliński, Dariusz Pawłowski, Łukasz Cegliński

Książka dostępna w:

-> Legia Fan Store, ul. Łazienkowska 3, Warszawa

-> Sklep Koszykarza Kicks, ul. Chmielna 21, Warszawa

-> internetowy sklep Legii

-> SklepKoszykarza.pl

POLECANE

tagi

NBA

Mnóstwo zmian, znani gracze i debiutanci, kluby ze zmienionym obliczem. Aktualizowane codziennie informacje o oficjalnych kontraktach w koszykarskiej ekstraklasie – niezbędnik kibica PLK w tym nietypowym sezonie ogórkowym.

Zapisz się do newslettera

Bądź na bieżąco z wynikami i newsami
Poprzedni sezon dla Energa Kotwicy Kołobrzeg nie był udany – „Czarodzieje z Wydm” zajęli ostatecznie 14., ostatnie miejsce w 1. lidze. W nadchodzących rozgrywkach zespół nie zamierza znów pałętać się na dole tabeli, a pomóc mają w tym solidne transfery.
8 / 07 / 2020 10:53
Trwa tworzeniu planu na stworzenie ligi 3×3 już w czerwcu – w porannym programie w Polsat Sport zdradził prezes PZKosz, Radosław Piesiewicz. Przy braku sportu na żywo taka inicjatywa wydaje się być racjonalna i może przynieść wiele korzyści.
1 / 05 / 2020 11:53
Coraz więcej sygnałów mówi o tym, że igrzyska olimpijskie Tokio 2020 zostaną przełożone w związku z panującą epidemią koronawirusa. Nie będzie więc raczej turnieju reprezentacji Polski 5×5 w Kownie oraz eliminacji zespołu 3×3. Realny staje się scenariusz, że najbliższe mecze koszykówki zobaczymy dopiero jesienią.
23 / 03 / 2020 12:34