Zmierzch pięknej przygody – to nie był sezon Marcina Gortata

Share on facebook
Share on twitter

Polski środowy znów pokazał, że jest twardzielem, jakich mało, i zagrał wszystkie 82 spotkania w sezonie. Jego rola w Washington Wizards w minionych rozgrywkach zauważalnie jednak zmalała.

Marcin Gortat (fot. Wikipedia)

Wielka promocja w Sklepie Koszykarza – tylko przez Majówkę! >> 

Washington Wizards już po raz kolejny rozczarowali swoich kibiców i bardzo szybko pożegnali się z fazą play-off, przegrywając 2-4 z Toronto Raptors w pierwszej rundzie na Wschodzie. John Wall nawołuje do zmian, a Marcin Gortat podkreśla, że chciałby swój kontrakt wypełnić w Waszyngtonie.

Zawodnicy z D.C. po przeciętnym sezonie regularnym zajęli dopiero ósme miejsce w Konferencji Wschodniej, co skutkowało pojedynek z rozstawionymi z jedynką Toronto Raptors. Wizards urwali co prawda dwa mecze, natomiast na nic więcej nie było ich stać – John Wall i spółka są już na rybach, a przed nimi ważne miesiące, które zadecydują o tym, w którą stronę pójdzie organizacja.

Coraz mniejsza rola

To także ważne miesiące dla 34-letniego już Marcina Gortata, za którym piąty sezon w barwach Wizards. Nie był to niestety sezon dla Polaka udany, choć drugi rok z rzędu Marcin rozegrał wszystkie 82 mecze i znów był królem zasłon – miał najwięcej w lidze tzw. screen assists – 365, tyle samo co Steven Adams z Thunder.

Statystycznie zaobserwowaliśmy zauażalny regres. Marcinowi spadła średnia punktów i zbiórek (z 10.8/10.4 do 8.4/7.6), co zaowocowało najsłabszym statystycznie sezonem od czasów gry środkowego dla Orlando Magic. Gortat grał też aż o 6 minut mniej niż w poprzednich latach (obecnie było to 25.3 minuty na mecz). Skuteczność z gry? Także obniżka – z 57.9 % rok temu do 51.8% w minionym sezonie.




Center przeszłości

Gortat wyraźnie stwierdził jeszcze przed rozpoczęciem rozgrywek, że gry nie zmieni i nie zamierza dodać do swojego repertuaru rzutu za trzy punkty, choć w tym właśnie kierunku idzie liga, aby wysocy zawodnicy rozciągali grę. – Nie zamierzam rzucać zza łuku. Chcę bić się pod koszami. Być fizycznym graczem, mieć zadrapania, krwawić – mówił w rozmowie z dziennikarzami. I słowa dotrzymał, nie oddał ani jednego rzutu z dystansu w sezonie.

Nie tylko z takich wypowiedzi można wywnioskować, że to powoli już koniec jego przygody z NBA. Parę miesięcy temu Gortat stwierdził, że z chęcią zakończyłby karierę tam, gdzie ją zaczynał, czyli w Orlando. Teraz bardzo mocno podkreśla, że to ostatni rok jego umowy z Wizards, który chciałby wypełnić w barwach drużyny z Waszyngtonu.

Jednocześnie, polski zawodnik dobrze zdaje sobie sprawę z tego, że NBA to biznes, a lider drużyny John Wall zaraz po sezonie wprost powiedział, że jedną z potrzeb zespołu jest „atletyczny podkoszowy„, jakim zdaniem Walla nie są ani Gortat, ani Ian Mahinmi.

Przyszłość Polaka jest więc mocno niepewna, tym bardziej, że latem wejdzie on w ostatni rok swojej umowy, co Wizards być może będą starali się wykorzystać, włączając do jakiejś wymiany taki „spadający” kontrakt. Porażka z Raptors po kolejnym przeciętnym sezonie podopiecznych Scotta Brooksa z pewnością dadzą do myślenia władzom Wizards, w kolejnych miesiącach rzeczywiście może dojść przetasowań w zespole. Także kosztem wysokich graczy.

Tomek Kordylewski

Wielka promocja w Sklepie Koszykarza – tylko przez Majówkę! >> 




POLECANE