Zrozumieć fenomen Ziona Williamsona (część II, obrona)

Share on facebook
Share on twitter

Niewielu jest w NBA zawodników, na których można oprzeć budowę drużyny po obu stronach parkietu. Zion Williamson ma szansę okazać się jednym z nich – talent 18-latka jest tak wielki, że może on zostać centralnym punktem ataku dobrego zespołu, ale także i obrony.

Zion Williamson / fot. wikimedia commons

DOŁĄCZ DO GRY I ODBIERZ DARMOWY ZAKŁAD 50 ZŁOTYCH! >>

Jeżeli ktoś ominął, to z pierwszą częścią cyklu o Zionie, dotyczącej m.in. jego roli w ataku, można zapoznać się TUTAJ >> – kolejność czytania jest w zasadzie dowolna; oba teksty mogą pomóc nakreślić pełniejszy obraz jedynki tegorocznego draftu.

Od kilku sezonów na parkietach ligi akademickiej zdarza mi się obserwować przynajmniej jednego zawodnika, który warunkami fizycznymi przytłacza pozostałych graczy. I choć poniekąd to poczucie potęgowane jest bardziej pospolitą budową ciała u poszczególnych koszykarzy z tła, to warunki czołowych młodych atletów wciąż mogą wywoływać niesamowite wrażenie.

Dwa lata temu w tę definicję wpasował się Jonathan Isaac, który momentami wyglądał jak BoJack Horseman, kiedy bohater popularnego serialu trafił do świata podwodnego z mniejszymi, rybo-podobnymi istotami. Isaac wzrostem i zasięgiem ramion górował nad innymi, na tyle, że nawet szeroki w barkach Jayson Tatum przy byłym skrzydłowy Florida State jakby nieco się skurczył. Rok później takim graczem okazał się Deandre Ayton – center wtedy Arizony a obecnie Phoenix Suns przypominał swoją aparycją bardziej greckiego boga niż bahamskiego surfera.

W poprzednim sezonie, jak nietrudno się domyślić, do akademickich zmagań w pozytywnym sensie nie pasował Zion Williamson, pokazując unikatowe połączenie siły i gracji, które pozwoliło na robienie rzeczywistej różnicy po obu stronach parkietu. Bo wysoki Duke to nie tylko dominujący zawodnik w ataku, na którym wydaje się, że będzie można zbudować przynajmniej solidną ofensywę, ale także obietnica obrońcy na miarę piątek dla najlepszych defensorów w NBA. Biorąc pod uwagę pełne spektrum, łatwo dostrzec dlaczego.

Podobnie jak w ataku, tak i w obronie, Zionowi pomaga kombinacja rzadko ze sobą idących w parze umiejętności. Na tę unikatową mieszankę cech składają się przeczący zasadom grawitacji atletyzm, niesamowita eksplozywność, niedźwiedzia siła i antylopia szybkość. Jednak być może najważniejszym jest, że poszczególne elementy ze sobą współgrają, wzajemnie się uzupełniając.

Co to oznacza w praktyce? Posłużmy się poniższym obrazkiem, na którym można dostrzec wspomnianą eksplozywność popartą niezwykłym wyskokiem Ziona:

Widzimy, jak wysoko 18-latek wyskoczył do zablokowania piłka. Niemniej ta sekwencja była możliwa, bo Zion wcześniej błyskawicznie przesunął się z pomocy w kierunku zawodnika z piłką. Dzięki tej szybkości – wraz z antycypowaniem zamiarów rywala na niezłym poziomie – ten nie tylko będzie w stanie lepiej wykorzystać swoją eksplozywność, ale także powinien dobrze sprawdzić się w roli swego rodzaju koła ratunkowego, funkcjonując jako obrońca z pomocy.

Silny skrzydłowy niekiedy sprawiał wrażenie, jakby był w dwóch miejscach jednocześnie, co okazywało się pomocne w sytuacjach, w których Zion aż nadto przywiązywał się do zadań dotyczących obrony z pomocy. Albo inaczej: pewnie wynikało to ze stosowanego przez Mike’a Krzyzewskiego schematu i w pojedynkach, w których Duke podwajało kozłującego, numer jeden nadchodzącego draftu potrafił lepiej niż przeciętny obrońca kontrolować przestrzeń między ścinającym po zasłonie centrem a swoim zawodnikiem.

Niekiedy przeoczenie rotacji lub za długie pozostanie nisko skutkowało otwartą trójką strzelca, lecz i tak Zion kilka razy zdołał uratować sytuację wydawałoby się pozornie straconą. Na poniższym przykładzie 18-latek zszedł głęboko do pomocy, zostawiając rozciągającego grę na dystansie rywala – wysoki pierw odciął możliwość podania do ścinającego centra, a kiedy piłka trafiła na linię za 3 zdążył uniemożliwić strzelcowi natychmiastowy rzut.

via Gfycat

Przeciwnik wprawdzie wykonał pompkę, ale Zion dosyć szybko się po niej pozbierał i ostatecznie zablokował rzut. To także pokazuje, że w przypadku Ziona margines błędu jest nieco większy niż w przypadku nawet solidnych obrońców, a wiele ewentualnych pomyłek ten jest w stanie dzięki warunkom fizycznym nadrobić. Te pozwalają również liczyć, że silny skrzydłowy okaże się jednym z niewielu graczy, który tak naprawdę będzie mógł bronić wszystkich pięciu pozycji.

Siła i co by nie mówić waga – tylko Boban Marjanović (133 kg) waży w NBA więcej niż jedynka najbliższego draftu (129 kg) – umożliwiają Zionowi (201 cm) utrzymanie się na nogach, tyłem do kosza, przeciwko często wyższym graczom.

via Gfycat

Natomiast broniąc umiejętnych kozłujących, Zion pokazał, że potrafi przed nimi ustać i znacznie utrudnić rzut. Dużą rolę tutaj odgrywa praca stóp oraz zdolność do szybkiego naskoku – na kolejnym przykładzie warto zwrócić uwagę, jak wysoki mając przed sobą technicznego Tyusa Battle’a, nie daje mu miejsca koniecznego do separacji.

A gdy wydaje się, że rywal złamał obrońcę, to ten wykonuje szybki skok, dzięki któremu – bez faulu – na czas utrudnia rzut:

via Gfycat

Co oczywiste, jak każdemu, będą przytrafiały się sytuacje, w których Zion da się obejść przeciwnikowi lub mimo dobrej defensywy kozłujący i tak trafi na wchodzącym do NBA zawodniku oddany rzut. Myślę jednak, że przyglądając się obronie danego gracza, szczególnie tak młodego, bardziej istotny niż efekt jest sam proces – ten jest tą esencją, sprawiającą, że możemy ocenić, w jakim stopniu obrona będzie powtarzalna.

I na tak wczesnym etapie kariery Ziona już przytrafiały się posiadania, w których ofensywa nie chciała mieć z nim nic wspólnego, w związku z czym wyciągała go na tzw. wyspę – izolując najlepszego obrońcę na stronie, tak aby ten nie miał możliwości wpłynięcia na przebieg akcji.

Przyczyną jest m.in. właśnie ta uniwersalność, która powinna naturalnie działać przy zmianach krycia. I nawet nie chodzi tylko o bardziej statyczne posiadania, w których Zion mierzyłby się w izolacjach z konkretnym rywalem, ale także te dynamiczne, gdzie decyzja przez zawodnika z piłką w pick and rollu jest podejmowana błyskawicznie – zamiarem nie jest bynajmniej wymuszenie samej zmiany krycia. 18-latek pokazał, że swoimi ruchami może całkowicie wybić przeciwnika z rytmu, np. aktywnością prowadząc do przechwytów…

via Gfycat

… lub bloków w stylu Mitchella Robinsona, zupełnie niespodziewanych dla rzucających z dystansu zawodników:

via Gfycat

W podobnych akcjach wychodzi dominacja Ziona, który warunkami fizycznymi i unikalnym zestawem cech przytłacza kolejnych rywali.

Niemniej jeżeli wgłębimy się nieco bardziej w profil przyszłego koszykarza New Orleans Pelicans, znajdziemy pewne mankamenty. Nie są one jakoś specjalnie niepokojące, aczkolwiek ich rozwiązanie na pewno korzystnie wpłynęłoby na odblokowanie pełni potencjału młodego zawodnika. Przyjmijmy, że takie główne negatywy są dwa – co też na marginesie istotne, oba raczej znajdują się bardziej w chęciach Ziona do poprawy, aniżeli byłyby jakoś mechanicznie popsute.

Pierwsza rysa tyczy się decyzyjności tudzież „polowania” na przechwyty czy bloki i w pewnym sensie jest trudna do wyważenia. Bo z jednej strony podobne zachowania mogą przynieść dobre efekty, lecz chęć zrobienia za dużo skutkuje dogodną pozycją dla rywala, a Ziona wytrąca poza akcję, na tyle, że nawet tak atletyczny zawodnik nie jest w stanie już do niej powrócić.

via Gfycat

Widzimy, że Zion nieco za długo czekał głęboko na pozycji do pomocy – do tego stopnia, że gdy podanie trafiło do jego strzelca, ten próbował ratować sytuację pójściem „na raz”. Więc kiedy podjęte ryzyko nie przyniesie zamierzonego skutku – w tym przypadku przechwytu – któryś z atakujących będzie wolny, a dla samej ofensywy otworzy się przewaga 5v4.

Podobnie sprawa ma się z blokami; niekiedy 18-latek mniej agresywnym manewrem mógłby zrobić większą różnicę.

via Gfycat

Łatwo powiedzieć, ale wystarczyłoby, aby Zion na powyższym przykładzie ograniczył wykonane ruchy do kontestowania próby pod koszem, bez zbędnej próby pójścia po blok. Rzecz jednak w tym, że tak jak wspomniałem, jest to o tyle trudne do zbalansowania, że te same decyzje zdają się często przynosić skutek i licząc się z potencjalnym ryzykiem, podejmują je nawet najlepsi obrońcy.

via Gfycat

To one również m.in. sprawiają, że Zion jest tym, kim jest, stąd ciekawe jaki wybór w tym zakresie podejmie Alvin Gentry – czy spróbuje ograniczyć wypady swojego przyszłego podopiecznego, czy przynajmniej początkowo nie będzie ingerował w wycieczki po przechwyt lub blok.

Drugim kłopotem okazjonalnie jest zaangażowanie. Być może wynika to w jakimś stopniu z konkurencji – Duke wygrało 32 z 38 meczów, w tym 15 z nich różnicą co najmniej 20 punktów – stąd nie zawsze konieczna, czy nawet rozsądna, była gra na maksymalnych obrotach. Mimo wszystko zdarzały się posiadania, w których np. powrót do obrony okazał się za wolny, co prowadziło do łatwych punktów przeciwnika…

via Gfycat

… czy Zion najzwyczajniej wyłączał się dosyć ostentacyjnie z akcji, w ten sposób nie ułatwiając zadania kolegom z drużyny:

via Gfycat

Sporadycznie jakby brakowało mu lepszego zorientowania, co objawiało się dodatkowo na obserwowaniu piłki i gubieniu uwagi ze swojego bezpośredniego rywala. W każdym razie nie są to jakieś wyraźne braki, których prawdopodobnie nie dałoby się z czasem naprawić; w końcu to zawodnik wchodzący dopiero do ligi.

Co równie istotne, te niedostatki nie wpływają rażąco na całokształt obrony Ziona – ten przecież nadal jest zawodnikiem, który po bronionej stronie parkietu powinien robić znaczną różnicę na korzyść swojego zespołu.

W trakcie sezonu Duke można było spotkać się z opiniami, jakoby Zion był nawet lepszym zawodnikiem w obronie, niż w ataku, choć akurat tak daleko bym nie wychodził – głównie przez nadzieję jak dobrym graczem w ofensywie może stać się numer jeden tegorocznego draftu.

Wprawdzie można doszukiwać się kolejnych pomniejszych znaków zapytania, to zdaje się, że tym największym pozostaje zdrowie. Przy dużym obciążeniu, kontuzjach z przeszłości i jestem niemal pewien, że także za dużej wadze przy takim wzroście, pojawiają się delikatne wątpliwości, na ile 18-latka będą omijały mniejsze lub większe urazy. To wydaje mi się największą ewentualną przeszkodą, która może ograniczyć talent Ziona.

Bo jeżeli Zion zdoła pozostać względnie zdrowym, to mając na uwadze jego umiejętności, chęć do pracy i przyziemność – jak powiedział dyrektor liceum, do którego uczęszczał nastolatek: „od Ziona emanuje pewna dobroć, z którą ludzie chcą się utożsamiać” – Nowy Orlean powinien zyskać gracza, którego reszta ligi może Pelicans zazdrościć; gracza, który do NBA trafia raz na kilka lat. Z nadzieją, że tym razem historia potoczy się inaczej.

Fenomen Ziona Williamsona (część I, atak) – TUTAJ >>

Łukasz Woźny, @l_wozny, Blog Autora na Facebooku znajdziesz TUTAJ >>

DOŁĄCZ DO GRY I ODBIERZ DARMOWY ZAKŁAD 50 ZŁOTYCH! >>




POLECANE

Rozgrywki najlepszej ligi świata znów zapowiadają się rewelacyjnie – wielu faworytów do tytułu, stare i nowe gwiazdy, dziesiątki intrygujących historii. Już pierwszej nocy 74. sezonu NBA zobaczymy derby LA – Lakers zagrają z Clippers.
Znów w roli strażaka przyjdzie Markowi Łukomskiemu poprowadzić zespół w PLK. Według nieoficjalnych doniesień, były szkoleniowiec m.in. Kinga Szczecin i Czarnych Słupsk zastąpi w Starogardzie Gdańskim Marcina Lichtańskiego.