W Bostonie już życie po Gordonie – Kyrie Irving i dzieciaki

Share on facebook
Share on twitter

Brutalnie można powiedzieć, że Kyrie Irving ma to, czego chciał – będzie jedynym liderem mocnego zespołu. Ale Celtics muszą też liczyć na Jaylena Browna i Jasona Tatuma.

Kyrie Irving (fot. Wikimedia Commons)

Koszulki, buty, skarpetki, bluzy – nowa NBA już w Sklepie Koszykarza >>

Jest o wiele za wcześnie na konkretne informacje o przerwie Gordona Haywarda – operacja odbędzie się w środę w Bostonie. Nie trzeba być jednak lekarzem, by stwierdzić, że kontuzja wyglądała, niestety, na kończącą sezon. Oby lewa noga Haywarda wróciła do sprawności sprzed fatalnego upadku.

Są już co prawda optymistyczne opinie lekarzy, że jeśli wszystko będzie dobrze, to skrzydłowy Celtics wróci w marcu, ale tak czy inaczej – bostończycy muszą się szykować na sezon bez Haywarda.

Marzenia o walce o tytuł – jakkolwiek i tak odległe patrząc na Warriors – odleciały w niebyt, teraz jeszcze ciężej będzie rywalizować z Cavs o pierwsze miejsce na Wschodzie. Hayward miał być graczem nie tylko klejącym grę Celtics, dzięki wszechstronnemu atakowi i bardzo dobrej obronie, miał być też jednym z liderów.

I nagle cały plan się rozsypał.

Szczęście w nieszczęściu – Celtics nie mają dziury na pozycji Haywarda. Jaylen Brown i Jason Tatum mają talent, teraz dostaną szansę. W pierwszym meczu ją zresztą wykorzystali.

21-letni Brown (201 cm wzrostu) w Cleveland błysnął. Zdobył 25 punktów, miał 6 zbiórek, pokazał wiele dynamicznych, zdecydowanych akcji. Z skutecznością z dystansu było kiepsko (2/9, spudłowany rzut na dogrywkę), to zresztą w ogóle nie jest strzelec (46/135 za trzy w poprzednim sezonie), ale debiutanckie rozgrywki pokazały potencjał. Skrzydłowy wybrany z nr. 3 draftu 2016 roku notował w nich po 6,6 punktu w 17 minut na boisku.

https://www.youtube.com/watch?v=XZTGhyjVWQw




Z kolei ledwie 19-letni Tatum (203 cm wzrostu), nr 3 tegorocznego draftu, w debiucie też wypadł nieźle. Zdobył 14 punktów (5/12 z gry), miał aż 10 zbiórek, a także 3 asysty. Wyszedł w pierwszej piątce, choć trener Brad Stevens nie planował pewnie dla niego aż 37 minut. Tatum, inaczej niż Brown, jest pewniejszym strzelcem, ale też brak mu oczywiście doświadczenia.

Jednak niezależnie od tego, jak radzić będą sobie Brown z Tatumem, zastąpienie takiego gracza jak Hayward, może być ponad ich siły. Największa odpowiedzialność za zespół i tak spada na Kyriego Irvinga.

Brutalnie można powiedzieć, że on dostał co, co chciał, gdy żądał transferu z Cleveland – rolę lidera w mocnym zespole. Nie tak to miało wyglądać, Hayward miał być z boku, ale fakty są takie, że w najbliższych miesiącach Celtics będą drużyną Irvinga.

I wciąż mocną drużyną. Irving, Brown, Tatum, a także Marcus Smart, Al Horford i Marcus Morris, który niebawem wróci po kontuzji, tworzą solidną ekipę, rotację dopełnią Terry Rozier, Aaron Baynes, Shane Larkin czy kolejny debiutant Semi Ojeleye.

Na play-off na pewno wystarczy, na wygrane w nim także. A reszta w największym stopniu zależy od Kyriego i jego dwóch młodych pomocników – Jaylena i Jasona.

ŁC

Koszulki, buty, skarpetki, bluzy – nowa NBA już w Sklepie Koszykarza >>

https://www.youtube.com/watch?v=jIX-2l99gEE




POLECANE